Anna Antkiewicz

Urodziła się 27.07.1953 r. w Nowym Sączu i tu mieszkała do 1973 wraz rozpoczęciem studiów zamieszkała w Warszawie. Od 1976 do 1979 po rozpoczęciu drugiego kierunku studiów mieszkała przemiennie w Gdańsku i Warszawie. W roku 1980 wraz z przyszłym mężem osiedliła się na Śląsku i zamieszkiwała przemiennie w Gliwicach i Zabrzu. Ostatecznie w roku 1983 powróciła do Nowego Sącza wraz z córką i mężem, tu mieszkała aż do śmierci.

Wykształcenie: Ukończyła Szkołę podstawową nr 13 w roku 1968 i II-gie LO w Nowym Sączu w roku 1972. Posiadała wykształcenie wyższe uniwersyteckie, uzyskała tytuł magistra 13 grudnia 1979 w zakresie: geologia stratygraficzno-poszukiwawcza i geologia morza. Praca dyplomowa: Charakterystyka Sedymentologiczna Rewy Mew. Gdańsk – Warszawa 12.1979.

Odbyła studia dzienne na: Uniwersytecie Warszawskim, Wydział Geologii 1973-1979 oraz na Uniwersytecie Gdańskim, Wydział Oceanografii 1976-1979. W Gdańsku otrzymała uprawnienia żeglarskie bałtyckie 29.07.1977. Karta żeglarska nr 2185. Uprawnienia te były niezbędne do przeprowadzenia badań terenowych w zakresie studiów.

W ramach działalności gospodarczej klubów jaskiniowych pracowała latem 1980 i jesienią 1981 na wysokości, wykonując prace remontowo-konserwacyjne i malarskie metodami alpinistycznymi. Od jesieni 1980 do lata 1981 uczestniczyła w tworzeniu firmy produkującej odzież i sprzęt alpinistyczny, pracowała m.in. jako krojczy.

Nabytą wiedzę z zakresu geologii wykorzystywała podczas: 25 letniego okresu badań jaskiń tatrzańskich i alpejskich oraz- działalności szkoleniowej taterników jaskiniowych jako instruktor Polskiego Związku Alpinizmu.

W roku 1991 r. uczestniczyła w szkoleniu I-szej 10 osobowej Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wysokościowego KM Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu prowadzonym przez jej męża. W roku 1993 została wpisana do rejestru Krajowych Specjalistów ds. Ratownictwa Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej o specjalności – ratownictwo speleologiczne. Od 1993 r. cykliczne organizowała i przeprowadzała z ramienia SKTJ PTTK wspólne z Grupą Krynicką GOPR ćwiczenia i manewry ratownictwa taternickiego i wysokościowego na skałkach w Rożnowie.

Nie podjęła pracy w zawodzie geologa ani innej do roku 1994. W latach 1997-2004 prowadziła prywatną firmę „Karramba” o specjalności krawiectwo-kaletnictwo rozszerzonej w roku 2001 o prowadzenie prac na wysokości, szkoleń alpinistycznych w tym PZA oraz organizacji zajęć integracyjnych.

Działała w strukturach Miejskiego Komitetu Oporu NSZZ „Solidarność” w Zabrzu, którego członkami byli pracownicy Huty Zabrze i grupa śląskich alpinistów. W okresie 18.01-11.08.1992 wraz z mężem współdrukowała podziemne pismo „Bibuła” numery 3-40. Przeciętny nakład pisma ok. 500 egz. 2 stronicowe, powielane ręcznie z użyciem matrycy bibułowej i ramki ze stalowym wałkiem.

Najbardziej wartościowe publikacje:

  • Antkiewicz-Hancbach Anna. Jaskinia Szkieletowa [kartografia – plan i przekrój]. W: Jaskinie Beskidu Sądeckiego, Pogórza Rożnowskiego, […]. Red. Pulina Marian. Seria „Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych”. T 2. Warszawa: PTPNoZ. 1997, wkładka tamże kartografia 1987. [do opracowania opisowego autor Tomasz Mleczek wykorzystał pełne opracowanie dokumentacyjne autorstwa Antkiewicz-Hancbach Anny, opublikowane w biuletynie KKS, Meander 1987, 12, s. 71-75]
  • Antkiewicz Anna. Ptasia Studnia – Jaskinia Lodowa Litworowa – Jaskinia nad Dachem. W: Jaskinie wschodniego zbocza Doliny Miętusiej. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 7. Warszawa: PTPNoZ. 1999. s. 46-88, wkładka tamże kartografia 1997.
  • Antkiewicz Anna. Jaskinia Nad Lodową Litworową. W: Jaskinie wschodniego zbocza Doliny Miętusiej. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 7. Warszawa: PTPNoZ. 1999. s. 88-89, tamże kartografia Izabela Luty 1998.
  • Antkiewicz Anna. Jaskinia Turoniowa. W: Jaskinie wschodniego zbocza Doliny Miętusiej. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 7. Warszawa: PTPNoZ. 1999. s. 92-93, tamże kartografia 1998.
  • Antkiewicz Anna. Ptasia Studnia. W: Uzupełnienia. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 11. Warszawa: PTPNoZ. 2004. s. 160-163, wkładka tamże kartografia 2003.
  • Antkiewicz Anna. Jaskinia Lejbusiowa. W: Uzupełnienia. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 11. Warszawa: PTPNoZ, 2004. s. 140-142, wkładka tamże kartografia 2003.
  • Antkiewicz Anna. Jaskinia Mała w Mułowej. W: Uzupełnienia. Red. Grodzicki Jerzy. Seria „Jaskinie Tatrzańskiego Parku Narodowego”. T 11. Warszawa: PTPNoZ, 2004. s. 142-159, wkładka tamże kartografia 2003-4. [dokumentacja części do Syfonu Krasnala -372 m i Sali 481]
  • Antkiewicz Anna. Mała wielka dziura. Tatry 2004, 1(7), s. 52-61, tamże foto., przekrój poglądowy.

Publikowała też liczne artykuły w czasopismach jaskiniowych i innych. Pełna lista publikacji znajduje się w zakładce „Źródła”. Więcej…

Odznaczenia i nagrody:

  • Brązowy Krzyż Zasługi, nadany w 1993 przez Prezydenta RP,
  • Odznaka za Zasługi dla Miasta Nowego Sącza nadana w 1989 przez Prezydium MRN w Nowym Sączu,
  • Srebrna Honorowa Odznaka PTTK nadana w 1989 przez Zarząd Główny PTTK,
  • Srebrna Odznaka „Zasłużony w Pracy PTTK Wśród Młodzieży” nadana 1991 przez Zarząd Główny PTTK,
  • Srebrna Odznaka „Zasłużony Działacz Turystyki” nadana w 1992 przez Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki,
  • Srebrna Honorowa Odznaka PTTK nadana w 1996 przez Zarząd Główny PTTK,
  • Złota Odznaka „Zasłużony w Pracy PTTK Wśród Młodzieży” nadana 2001 przez Zarząd Główny PTTK,
  • Pamiątkowy medal w setną rocznicę powstania organizacji taternickich w Polsce nadany 2003 za dokonania sportowe przez PZA
  • Kolos 2002 – Główna nagroda, Eksploracja jaskiń: Dla grotołazów Sądeckiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego PTTK za eksplorację Jaskini Małej w Tatrach [opis na statuetce]
  • Wyróżnienie Kolosów 2003, Eksploracja jaskiń: Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego za pogłębienie Jaskini Małej w Mułowej w Tatrach.
  • Złota Honorowa Odznaka PTTK nadana pośmiertnie w 2004 przez Zarząd Główny PTTK.

Otrzymała też wiele Dyplomów uznania w różnych latach działalności w SKTJ PTTK.

Informacje o rodzinie: Rodzice: Stefan Antkiewicz (1923-1993 i Anna Antkiewicz z d. Marcyniuk (1923-1918), środowisko społeczne robotnicze; rodzeństwo: dwóch braci i siostra; córka: Anna Hancbach; mąż w latach 1992-1994 Krzysztof Hancbach, publikacje i wydarzenia z tego okresu pod nazwiskiem Anna Antkiewicz-Hancbach.

Zginęła tragicznie w Tatrach Zachodnich, porwana przez lawinę śnieżną ze zboczy Upłaziańskiej Kopy do Małej Świstówki w dniu 28.01.2004, podczas podejścia do otworu Jaskini Małej w Mułowej. Została odnaleziona i wydobyta z lawiny wraz z trójką pozostałych klubowych kolegów i koleżanki w dniu 29.01.2004 r. Kilkudziesięcioosobową akcję poszukiwawczą z udziałem 2 helikopterów i psów lawinowych prowadził w dn. 29.01.2004 r. TOPR z udziałem HZS i pracowników TPN.

Została pochowana w dniu 06.02.2004 w rodzinnym grobowcu obok swojego ojca na Cmentarzy Komunalnym przy ulicy Rejtana w Nowym Sączu. Pod koniec marca 2004 ekshumowana i przeniesiona do innego dziecięcego ziemnego grobu jej brata, nawet bez wiedzy jej jedynej córki.

Zainteresowania:

taternictwo jaskiniowe, eksploracja jaskiń i speleologia.

Odbyła szkolenia w zakresie taternictwa i taternictwa jaskiniowego i uzyskała uprawnienia:

  • kurs taternictwa w COS Betlejemka 1977, nie zakończony z powodu braku pogody, przeniesiony na 1988 r.
  • kurs taternictwa w COS Betlejemka 1978, ukończony,
  • kurs taternictwa jaskiniowego w KW STJ Warszawa 1978, ukończony,
  • uprawnienia, taternik jaskiniowy kandydat 25.07.1978. Karta taternika nr 7,
  • uprawnienia, samodzielny taternik jaskiniowy i taternik kandydat od 01.06.1979,
  • kurs instruktorski taternictwa jaskiniowego I-go stopnia 1980 ukończony,
  • uprawnienia, zwyczajny taternik jaskiniowy i taternik samodzielny od 20.06.1981,
  • uprawnienia, pomocnik instruktora taternictwa jaskiniowego 1981,
  • kurs instruktorski taternictwa jaskiniowego II-go stopnia 1986 ukończony,
  • uprawnienia, instruktor taternictwa jaskiniowego 1986.
  • kurs instruktorski wspinaczki skalnej rok? ukończony.
  • uprawnienia, instruktor wspinaczki skalnej rok?

Przynależność do organizacji taternickich i turystycznych:

  • Klub Wysokogórski i KW Sekcja Taternictwa Jaskiniowego Warszawa 1978-1980,
  • Akademicki Klub Speleologii i Alpinizmu w Zabrzu 21.11.1980 – 12.1983, członek zarządu,
  • Katowicki Klub Speleologiczny 15.01.1984 – 17.12.1988,
  • KKS – Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK 20.02.1984 – 17.12.1988, prezes,
  • Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK od 20.02.1984, współzałożyciel klubu, prezes, Legitymacja klubowa nr 1,
  • Prezes SKTJ PTTK w Nowy Sączu od założenia 20.02.1984, przez kolejnych 20 lat,
  • Przewodnicząca Komisji Szkolenia SKTJ PTTK od 1990,
  • Wstąpiła do PTTK Oddział „Beskid” w Nowym Sączu 04.01.1994.

W lutym 1984 wraz z mężem założyła Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK, który wspólnie budowali przez 9 lat. Klub początkowo był sekcją Katowickiego Klubu Speleologicznego. Po niespełna 5 latach szkolenia członków klubu i uzyskaniu przez nich odpowiednich uprawnień SKTJ PTTK wstąpił w struktury Polskiego Związku Alpinizmu jako samodzielny klub.

Jako prezes SKTJ PTTK prowadziła przez 20 lat działalność organizacyjno-administracyjną klubu. Organizowała i przeprowadzała większość klubowych obozów, wyjazdów 1-2 dniowych w tym szkoleniowych oraz imprez towarzyszących jak kolejne lecia klubu.

Społeczna działalność szkoleniowa w zakresie taternictwa i taternictwa jaskiniowego:

  • Akademicki Klub Speleologii i Alpinizmu w Zabrzu 1980-1981, pomocnik instruktora,
  • KKS – Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK 1984-1988, instruktor,
  • Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK 1989 – 01.2004. instruktor, od 1990 przewodnicząca KS SKTJ.

Działalność w zakresie taternictwa i eksploracji jaskiń:

Najbardziej wartościowe przejścia sportowe:

  • Wielka Śnieżna – mały trawers -450 +310 m z dojściem do Biwaku Zakopiańskiego,
  • Wielka Śnieżna – duży trawers -758 +640 m z dojściem do Syfonu Dominiki,
  • Lodowa Litworowa – Ptasia Studnia – trawers z zejściem do dna -255 m, zima od dołu przez Próg Litworowy,
  • Wielka Śnieżna – do Syfonu Dominiki -758 m,
  • Antro del Corchia (Włochy) – I-sze integralne przejście +79 -950 +871 m, bez biwaku,
  • Antro del Corchia – I-szy trawers, z zejściem do dna +79 -950 +548 m, kierownik, bez biwaku,
  • Abisso Fighiera (Włochy) – II-ie zejście do dna -830 m, z biwakiem na -220 m, 99 h,
  • Śnieżna do Syfonu Dominiki -640 m, zima,
  • Bańdzioch Kominiarski – dolny otw. – Syfon KKTJ -320 m, I-sza kobieta na dnie, VII dojście do syfonu, kierownik, z biwaku w Sali ze Stołem, zima,
  • Bańdzioch Kominiarski – dolny otw. – górny otw. – Syfon KKTJ -550m, V-te przejście całej głębokości z zejściem na dno, kierownik, zima,
  • Abisso Michale Gortani (Włochy) (-892 m), II-gie polskie przejście,
  • Bandzioch Kominiarski od dolnego otw. – Syfon KKTJ, -550 m, kierownik, zima,
  • Nad Kotlinami do wodociągu -450 m, kierownik,
  • Bańdzioch Kominiarski – VII den deniwelacja 1440 m, I-sze przejście, kierownik, z biwakiem 99 h (SKTJ, 5 osób w tym 3 kobiety)
  • Śnieżna Studnia -500, kierownik (SKTJ)
  • Śnieżna – Partie Wrocławskie, kierownik (SKTJ)
  • Ptasia Studnia – Lodowa Litworowa – trawers z dojściem do Szczeliny Strzygi -352 m, kierownik, zima od dołu przez Próg Litworowy z trawersem do otw. Ptasiej Studni (SKTJ)
  • Śnieżna Studnia -692 m, I-sze przejście bez biwaku, kierownik (SKTJ)
  • Śnieżna Studnia – Syfon Grupowy -660 m, kierownik (SKTJ)
  • Kozia do dna -376 m, kierownik (SKTJ)

Pozostałe przejścia znajdują się w zakładce „Wyprawy” Więcej…

Najbardziej wartościowe przejścia kobiece

  • Bańdzioch Kominiarski – górny otw. – Syfon KKTJ -550 m, I-sze kobiece przejście w zesp. 2 osobowym, i VIII przejście całości, kierownik 18 h,
  • Nad Kotlinami – do wodociągu -450 m, I-sze kobiece przejście, kierownik,
  • Provatina (Grecja) -407 m, I-sze kobiece przejście, kierownik, 17 h,

Pozostałe przejścia znajdują się w zakładce „Wyprawy” Więcej…

Dokonała największych odkryć jaskiniach:

Tatry

Poza Tatrami

Opracowali Anna i Krzysztof Hancbach

Anna Antkiewicz
Anna Antkiewicz

Anka urodziła się w Nowym Sączu. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1968 wraz z rozpoczęciem nauki w II-gim LO zaczyna chodzić po górach. Na początku są to Beskidy, Gorce oraz Pieniny. W czasie wakacji odbywa już wielodniowe wędrówki po Bieszczadach i Tatrach i robi to coraz częściej i z coraz większą pasją, zbierając punkty na kolejne kolory odznaki GOT. Wokół siebie gromadzi małą dziewczęcą grupę szkolnych koleżanek-przyjaciółek, nie raz zabiera z sobą młodszą siostrę i staje się przewodniczką grupy. Co niedzielę prowadzi swoje koleżanki trzymając w ręku mapę, a w głowie ma już gotowy plan. Na ramię często bierze najcięższy plecak, by wspólnie dojść do obranego celu pomimo różnych przeciwności. Zawsze próbuje zostać w górach choć jeden dzień dłużej, pomimo że musi dalej iść sama. Już wtedy interesuje się skałami i małymi grotami spotkanymi na szlaku lub znalezionymi na mapie i ku przerażeniu koleżanek próbuje je odszukać i odwiedzić. Jej najwierniejsza towarzyszka wędrówek wspomina ją jako wesołą, uczynną koleżankę, chętną zawsze pomagać innym, ale też wiedzącą jak dojść do obranego celu.

W trzecim roku szkoły średniej zaczyna interesować się i zbierać kamienie znalezione na szlaku i postanawia zostać geologiem. W roku 1973 podejmuje studia geologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1976 równolegle studiuje geologię morza w Instytucie Oceanografii na Uniwersytecie Gdańskim, co jeszcze bardziej oddala ją od gór, jednak ciągle do nich wraca przy każdej nadarzającej się okazji. W czasie wakacji najczęściej odwiedza Tatry w towarzystwie najwierniejszej swej szkolnej koleżanki Haliny M. Z nią odwiedza w 1976 Jaskinię Mroźną, która rozbudza jej wyobraźnię i od tej pory interesuje się jaskiniami, ale też skałami i myśli o podjęciu wspinaczki powierzchniowej. Za sprawą młodszej siostry (która wcześniej od niej zaczęła wspinaczkę skałkową), ale nie tylko jej podejmuje pierwsze próby „skało-łażenia”. W wolnych od nauki okresach odwiedza Jurę Krakowsko-Częstochowską w okolicach Zawiercia, Skałki Brysztańskie w Małych Pieninach oraz piaskowcowe skałki w Rożnowie koło Nowego Sącza, gdzie w późniejszym okresie rywalizuje z bardziej już zaawansowaną siostrą.

We wrześniu 1977 Anka uczestniczy po raz pierwszy w kursie powierzchniowym w „Betlejemce” (Centralny Ośrodek Szkolenia PZA) na Hali Gąsienicowej. Podczas kursu z powodu złej pogody nie dochodzi do części praktycznej co kolejny raz hamuje jej dążenia. Podczas jednej z licznych przerw w zajęciach kursowych (pomimo silnej mgły) idzie do Jaskini Magurskiej, w której odwiedza główny ciąg w towarzystwie przyjaciół też kursantów (koleżanki ze studiów i dwóch kolegów powierzchniowców). W październiku po powrocie na studia do Warszawy i nawiązaniu kontaktów z grotołazami, jednocześnie kolegami z wydziału geologii wstępuje do STJ KW Warszawa i rozpoczyna kurs jaskiniowy. Cały ówczesny wydział geologii był na wskroś przesiąknięty atmosferą organizacji wypraw do jaskiń i fascynacją nimi samymi. Wśród wykładowców byli też znani grotołazi, którzy nie raz „wypuszczani” przez swych studentów (w tym przodowała Anka), opowiadali o egzotycznych wyprawach do wielkich jaskiń.

W maju 1978 Anka jedzie na pierwszy kursowy obóz tatrzański, podczas którego idzie na pierwszą swą akcję jaskiniową ze sprzętem do Jaskini Czarnej do Jeziorka Szmaragdowego oraz do Jaskini Wielkiej Litworowej, do której podchodzi w deszczu i odwiedza tylko wstępne partie. Ten pierwszy dla Anki kontakt z prawdziwymi jaskiniami podczas niesprzyjającej pogody oraz z warunkami na tak zwanej „bazie grotołazów” (bez ciepłej wody i ogrzewania), gdzie zamiast wypocząć musiała przetrwać, wywołał u niej łagodnie mówiąc niechęć do takie-go „grotołażenia”. Tym bardziej, że jeszcze nie otrząsnęła się po niedawnej śmierci swojej bliskiej szkolnej przyjaciółki, która zamarzła pod otworem Jaskini Wielkiej Litworowej. Anka jednak kończy kurs jaskiniowy, dzięki czemu może po raz drugi uczestniczyć w lipcu 1978 w kursie powierzchniowym na Hali Gąsienicowej. Podczas kursu przechodzi pierwsze drogi kursowe, co bardziej jej się podoba niż doświadczenia jaskiniowe z maja i wtedy zaczyna wierzyć, że znalazła właściwszy dla siebie kierunek chodzenia po górach.

Z początkiem sierpnia Anka jest umówiona z kolegami z STJ na obozie ogólnopolskim, na który dociera bez przekonania. Pod namową kolegów i skuszona możliwością pójścia do legendarnej Śnieżnej z prawdziwą podziemną rzeką, Anka rozpoczyna działalność jaskiniową w Śnieżnej, która ją ostatecznie urzeka. Już podczas tego dwumiesięcznego obozu Anka dokonuje wielu wartościowych przejść jaskiniowych w obrębie Systemu Wielkiej Śnieżnej poznając wszystkie główne ciągi. W obrębie systemu przechodzi Jaskinię Śnieżną do II-go biwaku –520 m (głębokość), mały trawers -od Jaskini Nad Kotlinami (górny otwór) z dojściem do Wodociągu i wyjście Śnieżną, (dolnym otworem) -450 +310 m, duży trawers –od Jaskini Nad Kotlinami z dojściem do dna systemu, powrót Jaskinią Śnieżną -758 +640 m, Jaskinia Śnieżna do Biwaku zakopiańskiego wielokrotnie -320 m. Po dwóch jej pierwszych akcjach poznajemy się, by spędzić razem wiele lat wspólnego życia.

W czasie przygotowań do pierwszej swej wyprawy zagranicznej Anka znów dokonuje wielu wartościowych przejść jaskiniowych zimowych jak; trawers Systemu Lodowa Litworowa-Ptasia Studnia od dołu (z Wielkiej Świstówki przez Próg Litworowy) z zejściem do ówczesnego dna -295 m (od dolnego do górnego otworu), trawers dwóch jaskiń –Jaskini Pod Dachem i Nad Dachem (od dołu z wykorzystaniem wielu otworów), Jaskinia Ptasia do dna –295 m przez Mostek Piratów (droga odkrywców), powrót Studnią Taty oraz Jaskinia Wielka litworowa do  nowego dna –236 m. Już wtedy widząc Anki umiejętności organizacyjne i wysoki poziom techniczny (znając też opowieści o jej samozwańczej grupie turystek), namawiam ją do stworzenia kobiecej grupy jaskiniowej. Powracają do jej świadomości stare już, dziewczęce pragnienia i pomysł szybko zamienia się w czyn. W lutym 1979 Anka z wielkim entuzjazmem (pomimo uśmieszków kolegów) organizuje grupę klubowych koleżanek i dokonuje z nimi I-go zimowego kobiecego przejścia Jaskini Wielkiej Litworowej -236 m, w zespole 3-osobowym. Jeszcze przed wyprawą przechodzi Jaskinię Wielką Śnieżną do Syfonu Dominiki -758 m. W czerwcu Anka uzyskuje stopień samodzielnego taternika jaskiniowego.

W sierpniu podczas  wyprawy klubowej STJ KW Wa-wa „Corchia 79” (Włochy), dokonuje przejść: I-sze przejście całej deniwelacji Antro del Corchii 950 m, II-gie przejście Abisso Fighiera -830 m. Kieruje też I-szym trawersowaniem systemu Corchii (od najwyższego do najniższego otworu) +79 – 950 +548 m w zespole 4-osobowym w tym 3 kobiety. Pod koniec 1979 r. Anka kończy studia, jednak pracy w zawodzie geologa nie podjęła. Swoją dużą wiedzę wykorzystywała podczas później podjętej długoletniej pracy instruktorskiej oraz podczas eksploracji jaskiń. Wtedy też, zmieniamy klub na Akademicki Klub Speleologii i Alpinizmu w Zabrzu przy ŚAM.

W lutym 1980 podczas przejścia z dolnego otworu Jaskini Bańdzioch Kominiarski dochodzi do Syfonu KKTJ, jako pierwsza kobieta (8 dojście). Jeszcze w tym samym miesiącu, dokonuje V-go przejścia całej głębokości Jaskini Bańdzioch -550 m. Uczestniczy też w pierwszym swoim biwaku eksploracyjno-kartograficznym w Jaskini Bańdzioch, gdzie „zaraża” się na całe życie pasją odkrywania jaskiń. W maju tegoż roku Anka odbyła i ukończyła kurs instruktorski i bezpośrednio po nim rozpoczęła klubową działalność szkoleniową.

Od września 1980 zamieszkujemy wspólnie w Zabrzu. We wrześniu w 2-osobowym zespole kobiecym jako kierownik dokonuje I-go kobiecego przejścia Bańdziocha Kominiarskiego -550 m (VIII-me przejście całości), już po kilku dniach kieruje I-szym wielkim trawersowaniem Bańdziocha Kominiarskiego (od górnego do dolnego otworu z dojściem do Syfonu KKTJ). Na dzień 29.12.1982 jako kobieta była absolutną rekordzistką w dojściach do Syf. KKTJ i wyrównała rekord z mężczyznami -4 zejścia. Pod koniec grudnia kieruje I-szym kobiecym przejściem Jaskini Miętusiej -Wielkie Kominy -213 m, w zespole 3-osobowym.

     Był to I-szy etap (1978-1980) działalności jaskiniowej Anki. Już w tym początkowym okresie zaledwie trzech lat Anka osiąga w niebywale szybkim tempie poziom wytrawnego taternika jaskiniowego. Stało się  to dzięki jej umiejętności przyciągania do siebie ludzi, ambitnych i wytrwałych, otwartych na ciekawe pomysły, głównie mężczyzn, bo z nimi przyszło jej działać. Również umiejętności znalezienia się w odpowiednim miejscu i czasie w otoczeniu właściwych ludzi, którzy -choć była kobietą -potrafili docenić jej umiejętności i dokonania, siłę woli i zaakceptować jej wyjątkowy temperament i jeszcze chcieli zainwestować w nią.

Anka daje się też poznać jako świetny równorzędny kompan jaskiniowych wypraw, a przy tym zawsze była duszą towarzystwa przez co szybko stała się ogólnie lubianą. Na podkreślenie i uznanie Anki zasługuje próba stworzenia w miarę stałego zespołu kobiecego. Gdyby udało się jej stworzyć taki zespół, z równie ambitnych i „zażartych” jak ona kobiet, mógłby z powodzeniem rywalizować z każdym innym.

      II-gi etap działalności odkrywczej Anki rozpoczyna się z początkiem roku 1981 i wiąże on się najbardziej z eksploracją jaskini Za Siedmioma Progami, zaraz po pokonaniu serii zacisków. Początkowo realizuje go, będąc związana z AKSiA, a później od początku roku 1984 prowadzi go z KKS-em, by od roku 1987 kontynuować z sekcją KKS – SKTJ aż do zakończenia działalności w tej jaskini na wiosnę w roku 1990.

Z końcem stycznia 1981, Anka rozpoczyna wieloletnią działalność eksploracyjną w Za Siedmioma Progami. Podczas tej akcji oraz następnej w lutym z jej udziałem, rozpoczęto eksplorację nowych partii idących do góry z ówczesnego najniższego punktu jaskini (-203 m). Podczas eksploracji poprzez wspinaczkę do najwyższego punktu jaskini, łącznie uzyskano przewyższenie +427. Już w kwietniu kieruje II-biwakiem eksploracyjnym w „7 Progach”, gdzie osiąga dno Studni Straconych Złudzeń i wspinaczkowo pokonuje Kaskady 80, (+80 m) nad dnem Koloseum.

W czerwcu1981 uzyskuje stopień zwyczajnego taternika jaskiniowego oraz uprawnienia instruktorskie I-stopnia (wyższy II-stopień uzyskuje w 1986r).  W ramach przygotowań do kobiecej wyprawy do Grecji z początkiem maja kieruje I-szym kobiecym przejściem Jaskini Nad Kotlinami (do Wodociągu –połączenie ze Śnieżną) w zespole wyprawowym 4-osbowym.

Latem na przełomie lipca i sierpnia1981, była kierownikiem I-szej polskiej kobiecej wyprawy (dotychczas jedynej), zorganizowanej przez AKSiA , „Pateau Astraka 81”. Podczas wyprawy dokonuje I-go kobiecego przejścia Provatiny -389 m najgłębszej wówczas studni Europy (w bardzo dobrym czasie 17 godzin), w zespole 4-osobowym. Podczas wyprawy klubowej AKSiA Zabrze w sierpniu „Alpy Julijskie 81” prowadzi eksplorację jaskini Pološka Jama i w jej rejonie (pierwszy raz poza Polską).

Później we wrześniu w masywie Canin (Włochy) przechodzi Abisso  Michele Gortani -892 m. Również we wrześniu, już w Tatrach, dokonuje I-szego kobiecego przejścia Jaskini Wielkiej Litworowej -do nowego dna -350 m, w zespole 5-osbowym jako kierownik. Anka nie widząc w środowisku odpowiedniej liczby kandydatek zainteresowanych kobiecym taternictwem jaskiniowym i na zbliżonym do niej poziomie zraża się i dalszych prób nie podejmuje.

W dniu 13.12.1981 r. (stan wojenny) „zamknięto Ance wszystkie jaskinie”. Z początkiem roku 1982 stajemy się małżeństwem i Anka będzie nosić nazwisko Antkiewicz-Hancbach. W tym też roku przychodzi na świat nasza córka.

W tym również okresie podczas stanu wojennego uczestniczymy w strukturach Śląskiej „Solidarności” drukując we własnym domu kilkadziesiąt numerów czasopisma strajkowego „Bibuła”. Do działalności jaskiniowej Anka powraca po zniesieniu ograniczeń w poruszaniu się po Tatrach w grudniu 1982r.

Do tego czasu Anka niecierpliwie czeka, ma już zarezerwowany pierwszy obóz, bo po urodzeniu córki musi się w końcu „zregenerować w jaskiniach” oczywiście, to dla niej jedyne bezcenne lekarstwo, po ponad rocznym okresie nie widzenia i czucia wilgotnych ścian jaskiń.

W dniu 29.12.1982 „otwarto w końcu dla Anki wszystkie jaskinie” i jej ulubioną wtedy -Bańdziocha. W końcu „zregeneruje się”  kierując zespołem, dokonuje przejścia  Jaskini Bańdzioch z dolnego otworu do Syfonu KKTJ jest to jej 4-te i 25-te jubileuszowe dojście do dna tej jaskini. W połowie stycznia 1983, uczestniczy w biwaku eksploracyjnym w „7 Progach”.

Zespól biwakowy odkrywa i kartuje górny poziom galerii za Salą Trzynastego oraz sprawdza połączenia Starego Kanionu z Ciasnym Awenem poprzez Studnię Równoległą. W 1983 Anka jest współorganizatorem wyprawy eksploracyjnej rekonesansowej (AKSiA) do Włoch w Alpy Apuańskie, „Apuany 83” w masywie Pisanino, która się odbyła we wrześniu. Podczas wyprawy prowadzi eksplorację powierzchniowo-jaskiniowo do głębokości 99 m.

Jesienią po powrocie z wyprawy przenosimy się całą naszą rodziną do Nowego Sącza, do domu rodzinnego Anki. Pod koniec roku 1983 zmieniamy klub na  KKS Katowice. Z początkiem roku 1984, udaje mi się namówić Ankę do założenia klubu jaskiniowego w Nowym Sączu, w powodzenie czego początkowo nie wierzy.

Po zgłoszeniu wspólnego projektu i wstępnych ustaleniach z Zarządem Oddziału PTTK „Beskid”, podczas Zebrania Założycielskiego w dniu 20.02.1984 zostaje przyjęty regulamin i wybrany Zarząd klubu. Ze względu na moją wyjazdową pracę na Śląsku i ze względów taktycznych Anka zostaje prezesem klubu, bo jest rodowitą Sądeczanką i pozostanie nim przez 20 lat.

W dniu 27.02.1984 Zarząd Oddziału powołuje do działania Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK. Przez wiele lat będziemy ściśle współpracować budując klub od zera. Ze strony KTJ-PZA nowy klub zostaje Sekcją KKS- Katowice. Po 5 latach naszej intensywnej działalności SKTJ PTTK posiada już potrzebną ilość członków z odpowiednimi uprawnieniami, by wejść do struktur KTJ PZA jako samodzielny klub w dniu 14.12.1988.

Od momentu powstania SKTJ szczególnie w okresie do usamodzielnienia klubu, Anka prowadzi dwa główne piony swojej działalności, pierwszy organizacyjno-szkoleniowy zmierzający do budowania  SKTJ i drugi związany z dotychczasową działalnością w KKS, gdzie można wyróżnić dwa kierunki: eksploracyjny w „7 Progach”, który w późniejszych latach połączy się z kierunkiem eksploracyjnym SKTJ, by po zakończeniu eksploracji „7 Progów” podjąć samodzielny kierunek eksploracyjny SKTJ oraz drugi kierunek wyprawowy z KKS, związany z eksploracją jaskiń poza Polską oraz zwykłą tatrzańską działalność  klubową z KKS oraz z SKTJ, gdzie też osiąga bardzo ciekawe wyniki.

Najciekawsze przejścia Anki i pod jej kierownictwem z SKTJ to: uczestniczy w I-szym przejściu sportowym całej Jaskini Bańdzioch Kominiarski z zejściem na 7 den jaskini w oparciu o biwak w czasie 99 godzin (z zakładaniem i ściąganiem sprzętu, w zespole 5-osobowym w tym 3 kobiety), pokonując deniwelację 1440 m, dokonuje I-go przejścia Jaskini Śnieżnej Studni –692 m w zespole 5 osobowym bez biwaku (z zakładaniem i ściąganiem sprzętu), przechodzi Jaskinię  Śnieżną Studnię do Syfonu Grupowego -660 m, Wielką Śnieżną -743 m, Jaskinię Śnieżną –Partie Wrocławskie, Bańdzioch Kominiarski górny otwór Syfon KKTJ -550 m, Jaskinię Kozią do dna -376, dokonuje też trawersowania systemu Ptasia-Lodowa Litworowa z zejściem do dna -Szczelina Strzygi (zima od dołu), przechodzi Jaskinie Nad Kotliny przez Studnię Petzla do Wodociągu.

W 1984 i 1995 Anka jest współorganizatorem wypraw eksploracyjnych KKS „Apuany 84” i „Apuany 85”w masyw Pisanino (ten sam co w 1983r), które działały w okresie letnim. Podczas wypraw prowadziła kompleksową eksplorację powierzchniowo-jaskiniową. W jaskini odkrytej przez jej zespół w 1984, Buca del Malachite, osiąga głębokość z jej przodującym udziałem –250 m.

W roku 1985 Anka w tej samej jaskini po rozkuciu zawaliska osiąga głębokość –288m, jednak jaskinia się kończy. Rozwiązuje definitywnie wraz z zespołem wyprawowym wszystkie problemy jaskiniowe znalezione w okresie trzech lat, kończąc działalność w tym rejonie szczegółowym opracowaniem kartograficzno-opisowym w wersji polskiej i angielskiej.

W roku 1986 Anka uczestniczy w wyprawie eksploracyjnej „Picos de Europa 86” w zachodniej część masywu Picos, (Hiszpania), Góry Kantabryjskie, zorganizowanej przez KKS (sierpień-wrzesień). Podczas wyprawy Anka prowadziła wraz z zespołem eksplorację powierzchniowo-jaskiniową, jednak efektownych  wyników nie osiąga, pomimo dużych nakładów pracy.

W roku 1987 Anka uczestniczy w wyprawie eksploracyjnej „Picos de Europa 87” we wschodniej część masywu Picos (Hiszpania), zorganizowanej przez KKS (sierpień-wrzesień). Podczas wyprawy prowadziła eksplorację powierzchniowo-jaskiniową na bardzo rozległym terenie, jednak bez ciekawych wyników.

W roku 1988 (druga połowa  sierpnia), Anka uczestniczy w wyprawie eksploracyjnej „Hagengebirge 88” do Tantalhöhle w masywie Hagengebirge (Austria), zorganizowanej KKS.  Celem wyprawy było znalezienie kontynuacji bocznego ciągu w środkowej części jaskini i ewentualne połączenie go z Jagerbrunntroghöhle w jeden bardzo duży system jaskiniowy. Wynik wyprawy -negatywny oprócz niewielkich odkryć.

W roku 1989 Anka uczestniczyła w wyprawie eksploracyjnej „Bzyb 89” w Kaukazie Zachodnim -masyw Bzyb, zorganizowanej przez KKS, która działała od końca lipca do połowy września. Celem wyprawy była eksploracja powierzchniowo-jaskiniowa nowego rejonu, w wyniku której odkryto 28 jaskiń o niedużej głębokości, w tym jedną głębszą Aligotte -282 m. Anka w tej jaskini eksplorowała najgłębszą studnię 130 m.

Ta wyprawa kończy serię 7 kolejnych wyjazdów zagranicznych, podczas których nie przekroczono w nowo odkrytych jaskiniach głębokości 300 m. Wyprawy te działały głównie w nowych rejonach krasowych, dotychczas słabo poznanych więc wyniki tam osiągnięte lub negatywne (brak dużych jaskiń) też były wartościowe, choć Anki zbytnio nie cieszyły.

W okresie od wstąpienia do KKS i założenia jego Sekcji w Nowym Sączu SKTJ Anka prowadzi działalność eksploracyjną w jaskini Za Siedmioma Progami oraz uczestniczy w pracach pomiarowo-kartograficznych. W lutym1984, Anka kieruje biwakiem eksploracyjnym, podczas którego zespół odkrywa kolejne korytarze Białego Meandra, Korytarz Ogrodników i osiąga +12 m w Kominie Gradobicia.

Uczestniczy też w biwaku, w lutym 1985 podczas którego odkrywa z zespołem cały ciąg Partii pod Stropem i łączy go z Wielkim Kanionem, stwierdza też możliwość kopania w Korytarzu Ogrodników. Rok później 1986 uczestniczy w kolejnym biwaku. Zespół odkrywa I-szy Łącznik (Sala z Balkonem-Wielki Kanion) oraz boczny Meander w Labiryncie Pająków i stwierdza możliwość dalszych odkryć.

Uczestniczy też w biwaku w marcu 1987. Zespół kopie bez rezultatu w Partiach Gospodarki Narodowej (partie zawaliskowe w najwyższej części jaskini) oraz odkrywa Partie Złodziejskie. Następne biwaki w „7 Progach” od roku 1987 pod swoim kierownictwem Anka  przeprowadza z zespołami z SKTJ. Do pierwszego klubowego biwaku dochodzi  w dn.31.01 do 06.02. 1988. Zespół działa w Partiach Trzech Muszkieterów, odkrywając Piekiełko dochodzi do Wężyka w Partiach pod Studnią Lecha oraz przekopuje 3 m korytarza na nowym dnie jaskini –288 m, ponadto wykonuje pomiary części ciągu.

W lutym1989 organizuje kolejny klubowy biwak. Zespół przekopuje 6 m w Korytarzu Ogrodników, dochodzi za jego przegięcie. W marcu 1990, zespół Anki dalej kopie w Korytarzu Ogrodników i rozwiązuje problem w Partiach pod Stropem w końcowej górnej części, łączący je z Wielkim Kanionem.

 III-ci etap działalności jaskiniowej-odkrywczej Anki rozpoczyna się latem 1990 roku i wiąże się z eksploracją masywu Hoher Göll (Alpy Salzburskie) oraz z odkryciami tatrzańskimi w „Systemie Ptasiej Studni”. Gdy latem 1990, odkryta zostaje niepozorna jaskinia Koboldschacht K-42 (Jaskinia Skrzata), która wcale szybko nie chciała „puszczać”, nikt wtedy nie wiedział jak Anka mocno zaangażuje się w jej eksplorację, do tego stopnia, że w innych jaskiniach działa mniej chętnie. To właśnie ta jaskinia rozpoczęła serię jej 14-letniej złotej passy odkrywania.

W sierpniu 1990 Anka uczestniczy  w wyprawie Centralnej PZA „Göll 90” (Austria) zorganizowanej przez KKS. Celem wyprawy była kompleksowa eksploracja masywu Hoher Göll -Grutred, części wschodniej. W wyniku bardzo intensywnej działalności odkryto wiele jaskiń.

Anka działała głownie w K-42, z jej bardzo dużym wkładem pracy osiągnięto głębokość –470 m. Eksplorację wstrzymano do kolejnej wyprawy z uwagi na występujące w niej bardzo duże trudności techniczne (ciasnoty), co wiązało się z koniecznością założenia biwaku w jaskini. Drugą jaskinią, w której Anka działała to Radfahrerhöhle, gdzie osiąga podczas eksploracji syfon wodny na głębokości –240 m.

W roku 1991 Anka uczestniczy w kolejnej wyprawie Centralnej PZA „Göll 91” zorganizowanej przez KKS. Celem wyprawy była eksploracja jaskiń odkrytych w roku 1990. Wyprawa działała w podobnym terminie. W wyniku dalszej eksploracji z bardzo dużym wkładem pracy Anki w K-42, w tym eksploracja przez nią największej studni w tej jaskini „Domu Skrzata”-120 m.

W czasie biwaku nie osiągnięto spodziewanych wyników, pomimo bardzo dużego wkładu pracy całego zespołu. Eksploracje zakończono na głębokości –677 m, z powodu wyczerpania się zapasu żywności na biwaku na –600 m. Anka działa też podczas znacznej części wyprawy w innych jaskiniach na mniejszych głębokościach.

W roku 1993 Anka kierowała wyjazdem SKTJ w masyw Hoher Göll w drugiej połowie sierpnia. Celem wprawy była dalsza eksploracja Koboldschacht  z biwakiem na –600 m. W wyniku działalności negatywnie wyjaśniono  większość problemów za Wybiegami Słoni oraz pod koniec biwaku znaleziono zawalisko, po przejściu którego będzie możliwa dalsza działalność.

W roku 1997 latem Anka uczestniczyła w wyprawie „Steinernes Meer 97” (Austria) zorganizowanej przez STJ KW Kraków. Celem wyprawy miała być jaskinia GK-3, w której pozostawione wcześniej problemy wyjaśniono z wynikiem negatywnym. Podczas działalności w jaskini „Śniadaniowej” do głębokości ok. –100 m wydarzył się wypadek, który spowodował zakończenie działalności eksploracyjnej i zakończenie wyprawy.

Z początkiem lat 90-tych w klubie w Nowym Sączu po pierwszych latach jego budowania oraz pierwszych odkryciach na terenie Beskidów, a także kolejnych lekcjach eksploracji w „7 Progach” nastał  klimat do odkrywania. To co Anka robiła, i nie tylko ona, na ostatnich wyprawach w Austrii i jej opowieści o K-42, sprowokowały niektórych członków klubu do podjęcia eksploracji w Tatrach.

Anka potrzebowała partnerów do „ostrej eksploracji”, wierzących w wyznaczony cel. Nie przypadkiem było to, że wybrano do tej próby  eksploracji Jaskinię  Nad Dachem i kopano nie w górnym, a dolnym ciągu -to był pomysł osoby, która później w Ptasiej też się nie myliła.

Na początku eksploracji -kopania w Nad Dachem celowo nie włączamy się z Anką (czekamy na wyniki kopania). Chodziło też o to, ażeby młodzi odkrywcy uwierzyli w siebie i w możliwości, jakie jeszcze w Tatrach są. Tak naprawdę to nikt z nas wtedy nie myślał, że tak łatwo przyjdzie pierwszy sukces.

Po pierwszych dwóch akcjach, podczas biwaku zawzięci młodzi odkrywcy przekopują się do nowych partii i eksplorując je łączą z Jaskinią Ptasią. W połowie listopada 1990 zostajemy zaproszeni na „inspekcję” do nowo odkrytych partii. Z zaproszenia skorzysta tylko Anka (ja muszę pracować). Podczas biwaku pod jej kierunkiem, zespół dokonuje kolejnych zaskakujących odkryć i połączeń (Diabelski Młyn, Górka Rozrządowa) i wykonuje dokumentację.

Późniejsze prowadzone działania, to czyszczenie starych „problemów -mitów” w Lodowej Litworowej, łączącej się w tym rejonie z Ptasią. W marcu 1991 pod kierownictwem Anki rozpoczyna się decydujący biwak, na którym jest realizowany kolejny cel (za wskazówkami ciągle tej samej osoby, która dalej nie uczestniczyła w kolejnych biwakach z powodu choroby), zostaje odkryty ciąg doprowadzający do Pustynnej Burzy i do ciągów CDN .

Kolejne dwa biwaki w marcu i z początkiem maja 1991 to wspinaczka w kominie Pustynna Burza z osiągnięciem w jej stropie Meandra Majowego i dalszych rozległych nowych partii jaskini ze Studnią Oddziału Beskid. Zespół kończy eksplorację nad bardzo dużym jeziorem. Biwaki te i następne odbywają się już  zawsze pod Anki kierownictwem i zawsze z jej udziałem (biwaki w lipcu, wrześniu i grudniu1991).

Anka wtedy wpadła w „szał” eksploracji i nikt już nie mógł jej zatrzymać, zachowywała się przy tym tak, jakby jej umysł opanowała trzecia osoba. Może wtedy zobaczyła swoje 5 minut na które tak długo pracowała. Po pokonaniu Wielkiego Kłamcy (największe podziemne jezioro tatrzańskie), następuje przełom w eksploracji, kolejne wejście odkrywcze z udziałem Anki pod koniec grudnia 1991 kończy najlepszy okres odkrywania.

Od tej pory Anka będzie szaleńczo szukać dużych nowych partii, ale nie będzie w stanie ich znaleźć (biwaki w lutym, marcu i listopadzie 1992 oraz w styczniu 1993). Teraz  będzie  tylko łączyć wszystko ze  wszystkim (eksploracja w  Studni Romea i Julii,  połączenie z Barem Zacisze przez Meander Lajkonika oraz połączenie z Harlequin, odkrycie Meandra Kapuletich i Toru Bobslejowego, wspinaczka w Kominie Ostrowskiego), by w końcu uspokoić się.

W tym czasie Anka wszystko zmienia łącznie z regułami. Dotychczasowy SKTJ zostaje „przerobiony” z pomocą jej „uczynnego” doradcy i paru „przybocznych” – na nowy -jedynej szefowej. Teraz w klubie cele i rządy będzie wyznaczała sama. Do jaskiń dalej będzie chodziła. Sama  musiała też zająć się udokumentowaniem wszystkiego, co w ostatnim okresie osiągnęła.

Nowy klub Anki dalej się rozwijał, cały czas go już sama kontrolowała i cały czas na to pracowała. Dalej pod Anki kierownictwem, ale  pod bardziej  krytycznym okiem były robione dobre przejścia i wyższe uprawnienia. Teraz w klubie niektóre tematy były w zarodku tępione.

Po niedługim czasie Anka wraca do Jaskini Ptasiej, by rozwiązać pozostawione jeszcze problemy w Partiach Sądeckich i w innych częściach jaskini oraz by zakończyć dokumentację całego systemu, (Partie Rozrywkowe biwak w marcu 1994, Okno Romana -akcja w grudniu 1994, Partie Zmory -biwak w czerwcu 1996, Zapomniany Meander -akcja w lutym 1997, akcja Studnia „Wcześniaków” i dalsza część ciągu po Kolosalną Wantę -dwie akcje we wrześniu.

Członkowie klubu chodzili po jaskiniach i ciągle zaglądali w stare i nowe „problemy”. Udawało się Ance albo jej uczniom odkryć nieraz kawałek „nowego” w miejscach, gdzie przez całe pokolenia przeganiani byli kursanci, czy też spieszyli się „sportowcy” (wspinaczki i nowe odkrycia w kominach nad salą Dantego w roku 2000).

Nawet już po wielu latach swoich wielkich odkryć na koniec tysiąclecia Anka wraca do swojej sali „Gwiazdeczki”, by znów błysnąć nowymi kawałkami jaskiń. Anka ciągle szukała, pracowała, prezesowała i wierzyła, że nadejdzie kolejny jeszcze wspanialszy okres jej odkrywczego zatracenia.

IV etap odkrywania jaskiń przez Ankę dotyczy niepozornej jak się wydawało Jaskini Małej w Mułowej, której otwór znajduje się w niedalekim sąsiedztwie Jaskini Ptasiej, z której eksploracją tak bardzo się związała na całe lata. Chyba sentyment do Wielkiej Świstówki i odkrycia tu dokonane przez Ankę i SKTJ spowodował, że nie opuściła tego, jednego z najpiękniejszych zakątków Tatr Zachodnich i ciągle tu wracała, wierząc w nowe wielkie odkrycia.

Początkowo Anka bardziej interesowała się Jaskinią Lejbusiową położoną nieco wyżej od Małej i jak teraz się uważa obie jaskinie łączą się jednak połączenie na razie nie jest znane.

W lipcu 2002 roku dwa zespoły SKTJ próbowały prawie równocześnie przejść kluczowe miejsca rokujące nadzieje w obu jaskiniach. Szczęście do odkrywców uśmiechnęło się jednak w Małej w dniu 21.07.2002, gdzie po poszerzeniu bardzo wąskiej szczeliny „Zacisk Sietniaków” z pomocą całego zespołu udaje się przejść dalej jednej osobie co otworzyło jaskinię do dalszej eksploracji.

Teraz losy Małej potoczą się bardzo szybko, a Anka rozpocznie swój kolejny okres odkrywczego zatracenia i będzie do samego końca motorem napędowym wszystkich działań związanych z jej „Małą wielką dziurą”.

Już po miesiącu działalności Anki w Małej zostaje osiągnięta głębokość –361 m dokąd droga prowadzi przez głębokie studnie, w tym Studnię Anki i Studnię Geriawitów –110 m oraz największą jaskiniową salę w Tatrach, Salę Fakro. Podczas dalszej działalności do początku stycznia 2003, zostają odkryte Partie Sąsiadów oraz zostaje osiągnięty Syfon Krasnala na głębokości –372m.

Dalszą działalność rozpoczęto latem 2003 na początek zostaje odkryty Korytarz Samych Zbójców i Studnie Urodzinowe łączące się z głównym ciągiem. Zostaje też wyjaśniona wysokość Sali Fakro 90 m poprzez obejście Studni Geriawitów, a następnie druga co do głębokości w Tatrach studnia Czesanka –130 m. Prawie w połowie sierpnia po pokonaniu dużego zawaliska pod Czesanką zostaje odkryty  Czarny Ląd i Wodospad  Wiktorii oraz  Źródła Nilu i kolejne partie do głębokości –410 m, z dużymi salami Na Luzie i Na Wielkim Luzie.

Jesienią zostaje podjęta dalsza eksploracja, podczas której osiągnięto Syfon Sądeczoków na głębokości –444 m. Pod koniec listopada zespół Anki znajduje obejście syfonu i eksploruje do –480 m. Z początkiem stycznia 2004 podczas  I-szego biwaku jaskiniowego Anka osiąga upragnioną głębokość –500 m. W dniu 28.01.2004 podczas podejścia do otworu Małej w Mułowej przed kolejnym biwakiem Anka ostatecznie kończy swój najszczęśliwszy okres odkrywczego zatracenia w swoim zbyt  krótkim życiu.

Fragment listu Anki do kolegów przeciętnie od niej młodszych o 15 lat w sprawie dalszej eksploracji Małej z połowy styczna 2004r.

… W… i C… .Panowie! Nie uważacie, że najwyższa pora na eksplorację. Co sadzicie o biwaku w terminie 30.01.04 wejście (piątek), 02.02.04 wyjście rano lub do południa (poniedziałek). Byłoby po dwie szychty na zespół i po wyjściu 3-cie miejsce na liście najgłębszych jaskiń polski – skoro nam marzenia się spełniają to warto się rozmarzyć!? : ) ) ).

Przemyślcie sprawę. P1… już kombinuje, P2… nie wiadomo, bo cierpi na ustawiczny brak kasy, M… duma, a ja wiadomo – fanatyczka…                                   

Anka 

Anka należała do najwybitniejszych i najaktywniejszych taterników jaskiniowych-odkrywców tatrzańskich.

Była zawsze pogodna i bezpośrednia, w każdej sytuacji w szczególności w górach można było na nią liczyć. Nawet w sytuacjach skrajnych była niepoprawną optymistką i zawsze potrafiła znaleźć dobre rozwiązanie, a prawie katastrofę zamienić w dobry żart.

Zawsze z entuzjazmem szła do przodu, nigdy nie cofała się i zawsze walczyła do końca z uśmiechem na ustach. Zawsze wygrywała każdą potyczkę czy z górami czy z ludźmi, a nawet z własnymi słabościami, które zawsze skrywała. Była kobietą wrażliwą choć wydawało się, że jest twarda jak diament i niezniszczalna.

Choć była kobietą, z natury istotą słabszą, przerosła swoimi dokonaniami wielu kolegów zarówno ze starszego  jak i młodszego pokolenia, w ilości i jakości przejść jaskiniowych czy wyników odkrywczych, ale również organizacyjno-szkoleniowych.

Jednak największe i najcenniejsze jej dokonania dotyczą eksploracji naszych tatrzańskich jaskiń. Szczególnie cenne są jej odkrycia, bo przywróciły wiarę w możliwość dużych odkryć jaskiniowych w Tatrach.

Anka nie dbała ani nie zabiegała o zaproszenia do eksploracji, sama wchodziła „głową i nogami” do jaskiń, na których już dawno wszyscy postawili przysłowiowy krzyżyk i z „diabelską” wręcz konsekwencją zawsze próbowała rozwiązać pomyślnie każdy problem.

Dużo ją to kosztowało trudu i nawet wyrzeczeń osobistych. Na swoje sukcesy pracowała wytrwale, często bez należytej pomocy. Często niedoceniona i osamotniona w swych wysiłkach.

Na swoim koncie ma ponad 25 lat ostrego chodzenia po jaskiniach i szkolenia swoich partnerów,  licznych biwaków i akcji. To kilka tysięcy godzin spędzonych przez nią w jaskiniach.

I gdy te kolejne 5 minut miała już w swej drobnej garści, nie zdążyła dojść do swojej Małej wielkiej dziury, porwana przez białą śmierć, wraz z przyjaciółmi, którym chciała pokazać ten piękny i tajemniczy sekret Tatr naszych, to co najbardziej kochała.

     Anka na zawsze zostanie w mej pamięci! W wizerunku z naszych dobrych lat.

                                                                                                            Krzysztof Hancbach     

* w latach 1982-1994 Anna Antkiewicz-Hancbach

Pwyższy tekst został opublikowany w „Beskidzie” PTT Nowy Sącz nr 2/53 – 04/2004. s. 9-20. Dostęp internetowy PDF

W roku 1983, po trzech latach naszej działalności jaskiniowej w Akademickim Klubie Speleologii i Alpinizmu przy ŚLAM i jednocześnie wspólnego z Anką zamieszkiwania w Zabrzu, nasza wtedy mała córeczka nagle zaczyna chorować. Sami szybko znajdujemy przyczynę, którą okazał się rozrastający się pod podłogą grzyb, pomimo przeprowadzonego remontu. Próbujemy znaleźć inne mieszkanie, jednak to się nie udaje i zmuszeni jesteśmy wyjechać ze Śląska na stałe. Przyjmują nas do swojego domu w Nowym Sączu Rodzice Anki, gdzie przeprowadzamy się jesienią po wyprawie „Apuany 83”.

Wyprawę tą zorganizowaliśmy, by uniezależnić się i rozpocząć naszą samodzielną drogę oraz poszukując naszego miejsca w środowisku. Z powodu mojej pracy, którą muszę dalej wykonywać na Śląsku, dopiero od połowy listopada jestem już razem z żoną i córką, a nie tylko na weekendy. Jeżdżę od czasu do czasu do Katowic na zebrania Katowickiego Klubu Speleologicznego uzgodnić  nasze miejsca na biwakach w „7 Progach”, próbuję znaleźć roboty na przyszły rok.

Szybko okazuje się, że duża odległość pomiędzy miejscem zamieszkiwania a KKS-em, z którym mamy działać od zimy, robi swoje i zaczyna nam brakować klubu i przyjaciół pozostawionych na Śląsku.

W Sączu nie znamy nikogo. Początkowo nie wiemy co z tym fantem zrobić i pocieszamy się nawzajem, że jak przyjdzie czas obozów zimowych i biwaków eksploracyjnych, to wszystko się unormuje. Zwykle w okresie sylwestra zawsze przebywaliśmy na obozach, teraz już trzeci rok z kolei zostajemy w domu i ten fakt nie daje nam spokoju pomimo świadomości, że mamy małe dziecko, co powinno tą sytuację uzasadniać.

Pewnego styczniowego, rodzinnie spędzanego wieczoru, gapiąc się w ekran telewizora, Anka nagle stwierdza, że takie „klubowanie” na dłuższą metę nie będzie nas satysfakcjonować i że coś z tym musimy zrobić. Nie możemy się na odległość włączyć w prace klubowe, w tym i szkoleniowe, które od lat razem robiliśmy i które przynosiły nam wiele satysfakcji, a przy tym pozwalały w przyszłości podnieść uprawnienia instruktorskie.

-To przecież potrzebne i naturalne- przyznaję jej rację.

Na to Anka: -Jak mamy żyć na co dzień bez tej atmosfery, którą tak lubimy, przecież to nasze całe życie?-

Nie martw się, jakoś się poukłada, już z nie takiej opresji wychodziliśmy na plusie. Czas  pokaże nam sam- albo nie -tylko pomyślałem. Postanawiam zdradzić Ance swój szatański plan -Założymy Klub!-

-W Nowym Sączu-z kim?! W tym grajdole?-

-Tak, będzie sekcją KKS-u, chłopaki na pewno nam pomogą, już ich podpytywałem. Przecież oni mieli już sekcje w innych miastach, to mają doświadczenie-

-Chyba złe -mówi Anka i kółko pokazuje mi na czole. Ty chyba zwariowałeś. W Nowym Sączu klub jaskiniowy to chyba  jakieś czyste wariactwo. Nawet nie wiesz jakie w Sączu są głupie układy. Nawet jak KKS nas poprze, to w Sączu nas wyśmieją-

-Skąd to wiesz?-

-Siostra mi mówiła, bo sympatyzowała z Klubem Tatrzańskim. Ja też bywałam na ich zebraniach albo spotykałam ich w skałach w Rożnowie-

-Przy czym jest ten klub?-

-Przy PTTK-u i wcale im się nie układa. Myślisz, że pozwolą na kolejny taki może nieudany  dziwny  jaskiniowy klub?  Co oni wiedzą o jaskiniach? Chyba tyle, że jakaś Diabla Dziura gdzieś tam jest? Przecież nie dadzą się drugi, a może kolejny raz wpuścić w te maliny. Nawet nie będą z nami rozmawiać-

-Dlaczego?-

-Co im powiemy, skąd jesteśmy? Ze Śląska z KKS-u czy wariaci z księżyca albo …. eee… daj  spokój-

-Zaraz katastrofa, musimy ich jakoś zainteresować, zaciekawić może rozbawić? Powiemy im, że jesteśmy „jaskiniowcy” z jaskini pod zamkiem w Nowym Sączu. Może ich to zainteresuje, bo o takiej na pewno nie słyszeli-

-Nie kpij! Ale masz pomysły-

-Jak tak, to płaczesz, że do klubu daleko i smutno bez niego żyć! To chcesz ten klub czy nie? Czy  wolisz siedzieć na dupie i czekać aż może, ktoś, gdzieś, kiedyś cię zaprosi na jakąś wspaniałą  wyprawę. Jak nie będziemy mieli  stałego kontaktu ze środowiskiem z pierwszej linii, to nic nie  upilnujemy. Musimy sami zadbać o swoje interesy jak  inni to robią-

-No tak, tylko na chłopaków z KKS-u można zawsze  liczyć-

-No sama widzisz. Ile razy byliśmy z nimi na biwakach w „7 Progach”? Zawsze o nas pamiętają i dzielą się tym  co mają. Teraz organizujemy wyprawę pod Pisanino jako ich klubową i zgodzili się. Na pewno jeszcze nie raz pojedziesz na te, które oni organizują. Zobaczysz jeszcze, ścisła  współpraca to wspólne korzyści.  Ile lat już chodzisz po jaskiniach?-

-Chyba siedem?-

-No widzisz ja dwa razy tyle. I na ilu wyprawach centralnych byłaś? Ja na jednej. A ty?-

-Na żadnej-

-Może mamy się ciągle do kogoś „uśmiechać”  jak to robi X … Y… Z … . Na tych, wyprawach co  byliśmy, to tylko  z klubami, które same coś próbują dla siebie zrobić i za własne pieniądze, bo na kwalifikacje centralne nie mogą liczyć, bo są zawsze inni, lepsi i wspanialsi. Zawsze są  jakieś  zastrzeżenia, a po co ta wyprawa? A zawodnicy ciency.  Albo za poważny cel sportowy, nie dacie sobie rady. No tak! A w podtekście zawsze jest; nie wchodźcie nam  w  paradę. Zostańcie lepiej w Tatrach, Tatry są piękne i jaskinie też tam są. Zawsze jakieś płotki, przez które trzeba skakać i to ukradkiem. Każdy dba tylko o swoje interesy-

-No a kto będzie prezesem? Przecież to ty masz większe doświadczenie w sprawach klubowych, ale ciągle będziesz pracował w Zabrzu, bo tu nie ma takich robót jak na Śląsku. Ja tu będę  siedziała sama. Ja się na tych sprawach nie  znam, a co dopiero prowadzić zebrania i jak  zapanować nad  tymi „małolatami”, którzy do klubu przyjdą?-

-Ty zostaniesz prezesem i koniec, jesteś rodowitą Sądeczanką, wróciłaś po studiach do rodzinnego miasta, tylko z tobą będą rozmawiać. Kto cię będzie pytał co robiłaś na Śląsku? Mogłaś przecież tam studiować. Nic się nie martw na początku pokieruję tą „zgrają”. Poprowadzę zebrania, klubowe i zarządu, będziesz podpatrywać jak to  robię. Zainteresuję  środowisko naszym pomysłem.

Najważniejsze, żeby to wyglądało profesjonalnie dla Komisji Taternictwa Jaskiniowego i tu na miejscu. Tak naprawdę, żeby ludzie nie rozleźli się nam po  kątach, bo nic z tego  nie będzie. Grunt to, by prowadzić umiejętną politykę i reklamę  zewnętrzną, żeby środowisko i KTJ wiedziała  co i jak robimy, to nikt nie będzie nam  przeszkadzał. A, że będą kpili z nas to  pewne. Będziemy musieli przełknąć tę gorzką pigułkę. Bo kto mógłby wpaść na taki „głupi” pomysł, klubu w tak małym mieście, bez tradycji  jaskiniowych  i jeszcze w „Galicji”-Na to Anka: –No tak, tylko my-

-Jakim zagrożeniem może być dla kogokolwiek jakaś sekcja z KKS-u. Teraz najważniejsze, żeby odłowić ludzi, którzy mają jakieś uprawnienia. Słyszałem od Zbyszka B. że w Sączu mieszka Marek M. -ten od Janusza Ś.. Poza nim chyba jest taki jeden grotołaz z STJ-u od Leszka D., byłem w kadrze na jego obozie unifikacyjnym i raz miałem go w grupie, Wojtka W. też. Obóz dla  tak zwanych „dobrze zapowiadających się …?”. W Czarnej nie dość, że  musiałem wszystko  za  nich zrobić, nawet na „Węgra” nikt nie chciał się wspiąć (nagle strach ich obleciał), to ten  o mało co, a utopił by mi się w Jeziorku Szmaragdowym. Miał „żółtka” -kombinezon, nazywaliśmy  go „żółta łódź podwodna”- można go poszukać?-

-Niezłych masz zawodników. Jeden „dziadek himalajski”, a drugi to… no nie wiem? Rób co  chcesz. Możemy spróbować?-

-Spokojnie jak się rozejrzymy, to znajdziemy następnych, to są sprawy nie najważniejsze. Teraz  trzeba iść do PTTK-u i wysondować czy mamy jakieś szanse i spotkać się z prezesem albo z kimkolwiek kto będzie chciał z nami na ten temat rozmawiać-

-Ale do PTTK-u pójdziesz sam. Ja nie umiem z takimi ludźmi rozmawiać i zaraz denerwuję się, bo co im powiem? Ty załatwiasz roboty wysokościowe, masz wprawę i umiesz gadać z  „dyrektorami”, to sobie poradzisz-

-No i pójdę, nawet jak byś chciała, to mnie nie zatrzymasz, to nasza jedyna szansa sama o tym dobrze wiesz. Skoro mamy w Nowym Sączu zostać na stałe-

Następnego dnia mam przygotowany w głowie scenariusz rozmowy (to mój talizman zawsze się sprawdzał), poszedłem do PTTK-u, nieśmiało wszedłem do sekretariatu, pytam o prezesa. Nie ma go. Pytam o zastępcę, a pani sekretarka mówi, że jest kierownikiem programowym –o co  chodzi? –Jest dobrze, mam z kim rozmawiać. Przedstawiłem się i mówię, że jestem grotołazem i osiedliłem się w Nowym Sączu z żoną Sądeczanką, która jest bardzo nieśmiała, choć też jest grotołazem (próbuję panią rozbawić) dlatego przyszedłem sam. I że zaczynałem w  Speleoklubie, który też był przy PTTK-u.

-To ciekawe –rzekła miła pani –U nas nie ma takiego klubu, ale jest taki Tatrzański, tylko po jaskiniach to oni chyba nie chodzą-

Jest okazja, więc mówię, że tu też są jaskinie, więc jest to dziwne, że nie ma tu klubu  jaskiniowego. Zaczynam bajerować gdzie jeszcze i  jakie duże i piękne jaskinie są i w nich nacieki i przepastne studnie i jakie duże sale, rzeki i jeziora -aż  się zasapałem. Miła pani też mi opowiada jak była w pewnej jaskini, oczywiście -turystycznej, to o mało a by tam nie została na zawsze. Na to ja obiecuję, że jak zapiszemy się z żoną do PTTK-u to zorganizujemy taką bardzo ciekawą wycieczkę do jaskiń i wtedy zmieni zdanie.

Jak tu przejść do sedna sprawy? W końcu pytam kiedy są zebrania Zarządu, to może byśmy mogli z żoną opowiedzieć o takim pomyśle założenia klubu grotołazów. W końcu miła pani obiecuje zapytać prezesa Władysława Stenderę. Nie mogę powiedzieć, że byłem zadowolony, ale wracam szybko do Anki zdać jej relację.

W drzwiach Anka -No i co? Minę masz kwaśną. A nie mówiłam?-

-Spokojnie! nie piekarnia, wyjaśni się za parę dni-

Po tych paru dniach sprawy nabrały tempa. Miła pani, teraz już wiem, że to Krystyna Pierzchała oznajmia, że jesteśmy zaproszeni przed szacowny Zarząd Oddziału PTTK „Beskid”. Lecę na skrzydłach, by Ance o tym powiedzieć. Połowa bitwy chyba wygrana, teraz najgorsze jak ich przekonać? W dniu 23.01.1984 z lekka speszeni razem z Anką idziemy do PTTK-u. Po jakimś czasie czekania na korytarzu z nosami na kwintę, zostajemy wezwani przed Prezydium Zarządu Oddziału.

Odbywa się to w atmosferze takiej powagi i namaszczenia, że gdy stawiliśmy się prawie zaniemówiliśmy ze strachu. Przedstawiamy się na stojąco, wszyscy siedzą za stołem prezydialnym, nikt nie rusza się z miejsc nawet na milimetr. Powaga i niedostępność tych serc wszechwładnego ruchu turystycznego dla mas bije po oczach, Anka miała rację. Nie wiem czy mam wyjść czy zostać, ona zresztą chyba też. Jak można robić coś w sposób entuzjastyczny i swobodny -z  ludźmi tak sztywnymi. Tak wtedy pomyślałem.

Próbuję coś zagaić, nie wychodzi. Próbuję objaśnić jaka jest struktura ruchu jaskiniowego w Polsce, nikt o nic nie pyta. Myślę w  końcu, że nie otrzymali głosu od prezesa, który siedzi na końcu po środku stołu prezydialnego i  bacznie nas obserwuje. Chyba zaraz zapadnę się pod ziemię. Zerkam ukradkiem na Ankę zdenerwowaną i bezradną, zupełnie jak ja. W końcu jakaś przyjazna duszyczka o coś nieśmiało zapytała.

Coś zaczyna się dziać -myślę -to chyba była próba kto dłużej wytrzyma tę powagę, ale to przecież my jesteśmy na „przesłuchaniu”. Padają kolejne pytania, nawet Anka się ożywia i włącza, widać że w tej chwili uwierzyła w siebie. Jednak po kolejnej chwili atmosfera ledwie zagrzana szybko stygnie. Prawie zamarła cisza aż dzwoni w uszach. Skąd my to znamy?

Z biwaków jaskiniowych! W końcu wzrok wszystkich kieruje się na oblicze prezesa. Prezes przemówił krótko. -no to damy wam szansę i zobaczymy co potraficie, bo my tu mieliśmy już takie różne kluby ale …

W końcu ta ciężka atmosfera wyraźnie się ożywiła. O zgrozo, to koniec „przesłuchania”. Próbujemy teraz lepiej się zaprezentować, na przemian coś opowiadamy jakie to wspaniałe są jaskinie, uśmiechamy się przyjaźnie, ciągle czekamy na konkrety jak chcą nam pomóc? Prezydium coś ustala: Będziemy mieli darmowe plakaty o kursie i na razie nic więcej. Myślę krzyżyk na dalszą samotną drogę, ale na szczęście, bo z Anką. Resztę spraw mamy już uzgadniać z miłą panią. Prezydium zaczyna -nie  oglądając się na nas -dalsze obrady, więc szybko kłaniamy się i wychodzimy. 

Wracamy do miłej  pani, a ona pyta? -No i co udało się?-

Anka z wielkim podnieceniem! -Mieliśmy dużo szczęścia, zgodzili się.

Miła pani dyskretnie uśmiecha się i nic nie komentuje. Rozmawiamy jeszcze chwilę, uzgadniamy co trzeba, dowiadujemy się, że musimy uzbierać 15-tu członków założycieli –to wymóg podstawowy, by klub mógł powstać. Żegnamy się.

Nic do siebie początkowo nie mówimy, chyba byliśmy jeszcze w szoku. Dopiero po chwili dociera do nas to, że mamy swój nowy klub i zaczynamy się głośno cieszyć i śmiać, aż nas przechodnie przyuważyli. Te wszystkie sprawy, które zostały do załatwienia to sprawa czysto techniczna. Zapewne Zarząd chciał nas w ten sposób sprawdzić czy organizacyjnie damy sobie radę i czy wystarczająco dużo chętnych zgromadzimy. Zbytnio nas nie wystraszyli, możemy teraz, bo czasu jest dość dużo, jeszcze pojechać w Tatry. Wracamy do domu. Trzeba to oblać -stwierdzamy zgodnie i trzeba znów zabrać się do roboty.

Po paru dniach są już plakaty, których rozwieszeniem po mieście częściowo się zajmujemy.  Przygotowaliśmy również informator (1 egz.) ręcznie wykonany z rysunkami i oryginalnymi zdjęciami z naszych wspólnych pierwszych akcji jaskiniowych sprzed lat. W folderze skrótowo  przedstawiamy zakres taternictwa, podstawowe informacje o jaskiniach oraz w sposób obrazkowy przebieg kursu jaskiniowego.

Termin rozpoczęcia kursu 16.02.1984 r. Poszukujemy jeszcze osób, które mogły mieć wcześniej kontakt z jaskiniami, aby je ściągnąć do klubu. Tym razem udaje nam się pozostawić córkę z dziadkami i jedziemy na obóz. Dla kurażu idziemy po raz pierwszy wspólnie od dłuższego czasu do dwóch jaskiń  i na biwak eksploracyjny do „7 Progów” Na obozie jest akurat prawie cały Zarząd klubu więc uzgadniamy, że będziemy mogli nasz klub w Sączu zarejestrować jako sekcję KKS-u. Do Sącza wróciliśmy 10.02.84 r.

Na rozpoczęcie kursu przygotowaliśmy dwie atrakcyjne prelekcje z wypraw: Anki: do Provatiny -najgłębszej studni Europy z  roku 1981 (pod jej kierownictwem I-sza polska kobieca wyprawa) i mojej: do Jean Bernard -najgłębszej jaskini świata z roku 1980 (I-sze przejście całej głębokości). Na rozpoczęcie kursu przyszło i zapisało się tylko 5 osób (i tu niemiłe dla nas zaskoczenie), chociaż slajdy oglądało znacznie więcej, w tym cisi wysłannicy z Zarządu PTTK, którzy pewnie nas „podpatrywali” co umiemy i czy się na tym odpowiednio dobrze znamy.

Zmuszeni jesteśmy do dalszych poszukiwań kandydatów prawie metodami śledczymi. Bojąc się o frekwencję na zebraniu założycielskim klubu Anka załatwiła paru figurantów (cel uświęca środki), głównie koleżanek z mężami ze starych jej szkolnych czasów, gdy chodziła turystycznie.

Trud włożony jednak się opłacił i 20.02.1984 odbyło się zebranie. Przybyło 20 osób. Ankę wybraliśmy prezesem przy niesamowitym dopingu jej koleżanek (figurantek), mnie wybrano na vice -prezesa, wybraliśmy i resztę zarządu oraz komisję rewizyjną. Na zebraniu zatwierdziliśmy regulamin klubu, który wcześniej kameralnie opracowaliśmy wspólnie z Anką, korzystając z wcześniejszych doświadczeń. Mogliśmy przedłożyć dokumenty założycielskie.

Zanim Zarząd klubu zaczął regularnie działać, my już mieliśmy jasny i gotowy plan jak klub zorganizować i poprowadzić, unikając przy tym wszelkich błędów, które popełniły inne -wcześniej od naszego założone -kluby jaskiniowe. Do podstawowych założeń należało: usamodzielnienie klubu (wstąpienie do PZA bezpośrednio) do maksimum 5 lat, wyszkolenie jak największej ilości kursantów i doprowadzenie ich do zdobycia jak najwyższych uprawnień, systematyczne organizowanie jak największej ilości wyjazdów szkoleniowych, zorganizowanie  4 obozów tatrzańskich rocznie w stałych terminach i odbywających się bez względu na ilość chętnych, przeprowadzanie co roku kursu podstawowego, zorganizowanie magazynu i systematyczny zakup sprzętu dobrej jakości.

Ponadto bardzo ważą sprawą było zorganizowanie miłego życia klubowego oraz założenie biblioteczki z materiałami szkoleniowymi, założenie  kroniki i foto archiwum, wprowadzenie listy rankingowej dla młodych członków klubu itd.

Długo by tak wymieniać, oczywiście celem nadrzędnym było chodzić i odkrywać jaskinie jak najwięcej, najczęściej i najsprawniej. Członkowie klubu, ci z długim stażem, muszą przyznać,  że to wszystko co zaplanowaliśmy z Anką zanim klub zaczął działać, w 100 % zostało przez nas zrealizowane. W dniu 27.02.1984 r. w naszej obecności Zarząd Oddziału oficjalnie powołał  Klub jako Komisję (specjalistyczną) Zarządu i ku naszemu zaskoczeniu i jednocześnie-radości przyznał nam dotację 145 tys. (starych) zł. oraz obiecał pieczątki po uzgodnieniu nazwy klubu.

W końcu dopięliśmy swego, mogliśmy sobie nawzajem pogratulować tego, co do tej pory udało się zrobić, pomimo różnych przeciwności losu. Bardzo wtedy cieszyliśmy się i byliśmy z siebie dumni, że to właśnie my, małżeństwo dwoje szalonych ludzi i jednocześnie grotołazów kochających się, żyjących na co dzień razem -robimy to co robimy, co uznamy za ważne i potrzebne. Nie osób przypadkowych, bo robili coś z przypadku i nic ponadto ich nie łączyło, bo znaleźli się tylko w tym samym miejscu i czasie.

Tylko dlatego, że Anna Antkiewicz-Hancbach i Krzysztof Hancbach byli razem, mógł powstać SKTJ w Sączu. Tak; to niezaprzeczalny cenny fakt. Wielu ze środowiska jaskiniowego wtedy i później z nas się śmiało, że chcemy założyć klub w takim małym mieście. No i po co skoro tyle jest silnych klubów w całej Polsce. A nam się teraz chce zaczynać od zera.

Dwa tygodnie trwały rozmowy, bo zaproponowana przez nas nazwa Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK zgodna z ogólnie przyjętym nazewnictwem nie była dla Zarządu zrozumiała. Jednak wyszło na nasze. Bardzo nas zastanawiała ta hojność i zaufanie, którym nagle zostaliśmy obdarowani, mając w pamięci to pierwsze „przesłuchanie”, niczym z poprzedniej epoki. Anka wtedy mówiła: „chyba diabła złapaliśmy za ogon”. Przestrzegałem ją: -poczekajmy, a zobaczymy, nie możemy teraz na początku drogi dać żadnej „plamy”.

-Gdy doszło do załatwienia naszych sekcyjnych powiązań z KKS-em i PZA znowu pojawił się  niezrozumiały dla nas opór: Jak to ich Komisja ma jeszcze komuś podlegać? Chyba obudził się w Zarządzie Oddziału jakiś mocno zakorzeniony patriotyzm lokalny, albo wyszły stare  historyczne niesmaki po oddzieleniu się ruchu taternickiego od  PTTK. Znowuż musieliśmy  wyjaśniać, że struktura ruchu jaskiniowego ma takie, a nie inne powiązania, niezależnie od tego co myślą i czują.

W końcu wszystko się udało i zamiast „bić pianę” w sprawach ewidentnych, mogliśmy się skupić na sprawnym i pokazowym przeprowadzeniu kursu, który rozpoczął się  15.03.1984 po dodatkowym ogłoszeniu w dniu  07.03. 1984 r. z ponowną prelekcją z którą gościliśmy tym razem w EMPIK-u.

Musieliśmy zdążyć z zakończeniem kursu przed wyprawą pod Pisanino (1984). Ja musiałem zająć się zarobkowaniem na Śląsku, Anka prowadziła co tydzień zajęcia  teoretyczne. W niedzielę i niektóre soboty, gdy tylko pogoda sprzyjała, już wspólnie prowadziliśmy zajęcia skałkowe. Zorganizowaliśmy również dwa wyjazdy do jaskiń na Jurę (Olsztyn i Ojców) i z marszu w czerwcu obóz tatrzański, podczas którego odbyliśmy pierwsze klubowe tatrzańskie akcje jaskiniowe.

Tu należy stwierdzić, że ten schemat będziemy powielać co roku przez wiele lat, tylko twarze, miejsca oraz daty będą zmienne, ale podobne i tak aż do znudzenia; jednak będąc razem, damy radę. Klub nasz traktowaliśmy zawsze jak nasze „drugie dziecko” dając mu wszystko co najlepsze. Nasz klubo-dom był zawsze i dla każdego pełen jaskiń ale i pomysłów jak do nich „dojść” i jak ludzkie i nie tylko nasze marzenia zrealizować.

Nikt z nas nie liczył czasu ani sił jakie poświęcaliśmy, by wywiązać się z podjętego wyzwania. Każde z nas miało swoją część obowiązków do wykonania, tym bardziej, że stanowiliśmy rodzinę, jednak po złożeniu tych pasujących do siebie części „jak ulał” wyszła całość czyli SKTJ.

Byli i są tacy, którzy mówią, że mieliśmy dużo szczęścia i zgadzam się z tą opinią, ale samo szczęście nie wystarczy, trzeba je sprowokować rzetelną i systematyczną pracą, którą musieliśmy wykonać tylko we dwójkę, nikt za nas tego nie zrobił. Tak właśnie powstał SKTJ PTTK, który wspólnie założyliśmy i od podstaw wspólnie budowaliśmy przez 9 lat, tak widocznie było nam pisane. Aby jedno z nas mogło rozpoczętą pracę kontynuować, drugie musiało odejść. A klub istnieje już 20 lat.

 Z dedykacją dla członków SKTJ PTTK tych, którzy byli prawie od początku i tych, co już przyszli „na gotowe”. Z prośbą o refleksję, co dalej ma być z ich klubem?  Jaki on ma być?  I kto jest godny, by na miarę Anki zostać jego przywódcą? Aby Klub Wasz i mój (bo go współzałożyłem) mógł się dalej rozwijać i osiągać sukcesy. Czego Członkom SKTJ szczerze życzę.  

                                                                                                            Krzysztof Hancbach

Pwyższy tekst został opublikowany w „Beskidzie” PTT Nowy Sącz nr 2/53 – 04/2004. s. 20-24. Dostęp internetowy PDF

Kolos 2002
Kolos 2002

W marcu 2003, podczas corocznych spotkań podróżników, żeglarzy, alpinistów i grotołazów – edycji „Kolosy 2002”, grupa eksploratorów jaskini Małej z SKTJ w tym i Anka, otrzymuje główną nagrodę „Kolosa” w kategorii odkryć jaskiniowych, jako największe odkrycie jaskiniowe w Tatrach od 15 lat.

Wszyscy czytając komunikat prasowy z tej uroczystości a choć trochę orientujący się w przebiegu eksploracji tej jaskini, przecierali ze zdumienia oczy, gdyż jako kierownika zespołu nie wymieniono Anki, ale inną osobę.

A to przecież Anka kierowała wszystkimi działaniami klubu, akcjami i biwakami. To właśnie z jej inicjatywy i dzięki jej entuzjazmowi, ciągłemu pragnieniu odkrywania i mobilizowaniu zespołu do działania, była prowadzona tak intensywna eksploracja, między innymi i tej jaskini. Działalność ta odbywała się zawsze tylko pod jej kierownictwem i zawsze z jej udziałem.

Anka była wręcz kołem zamachowym każdego przedsięwzięcia. Kluczowy zacisk w jaskini Małej, pokonał zresztą zespół w którym nie uczestniczyła osoba zgłoszona do „Kolosa” jako kierownik zespołu eksploracyjnego.

Sytuacja ta powtórzyła się zresztą w edycji „Kolosa 2003”, gdy powtórnie zgłoszono tę samą osobę jako kierownika zespołu. Osobę, która nie uczestniczyła w eksploracji Małej (fizycznie nie było jej w jaskini od 25 września 2003 r.).

A to przecież Anka chodziła do Małej do końca swoich dni i to ona kierowała organizacją, eksploracją, kartowaniem i dokumentowaniem odkryć przez cały 2003 rok. Również gdy prowadziła ku kolejnemu odkryciu zespół do jaskini 28 stycznie 2004 r. w ostatni dzień swojego życia, nie było tam „kierownika”.

Krzysztof Hancbach i córka Anna

Pwyższy tekst został opublikowany w „Beskidzie” PTT Nowy Sącz nr 2/53 – 04/2004. s. 24. Dostęp internetowy PDF